Narzędzia CAT w tłumaczeniach literackich

2019-07-26
Narzędzia CAT w tłumaczeniach literackich

CAT to nic innego jak inteligentny edytor umożliwiający tłumaczenie tekstu z wykorzystaniem bazy danych. W efekcie tłumaczenie odbywa się szybciej, a tłumacz stale otrzymuje podpowiedzi związane z wcześniej wykonaną pracą. 

Temat CAT-ów w tłumaczeniach literackich stanowi w branży swoiste terra incognita. Panuje konsensus, że się nie da, nie ma sensu albo że próba wdrożenia tych narzędzi do tej dziedziny tłumaczeń to strzelanie z armaty do komara. Zainspirowany kilkoma postami Marka Pawelca, który doskonale łączy tłumaczenie literatury (polecam choćby serię książek Richarda Morgana) z byciem ekspertem od CAT-ów, zupełnie niezależnie odbyłem serię rozmów z przedstawicielami rynku literackiego, co jeszcze bardziej skłoniło mnie do zmierzenia się z tematem. Nie jestem tłumaczem literackim, więc niektóre aspekty tego zawodu mogę sobie jedynie wyobrazić. Zapytałem też społeczność grupy TŁUMACZENIA, a całość niniejszym próbuję zamienić w mały eksperyment. Wszystkim osobom, które wniosły tu swoje pomysły, serdecznie dziękuję i oczywiście udostępniam całość za darmo.

Jeśli komuś przyda się choć jeden z wymienionych pomysłów, to i tak warto było podjąć ten trud.

 

Zacznijmy od założeń:

  1. Dostajemy tekst, poznajemy go przynajmniej wstępnie.
  2. Przygotowujemy pomocne materiały przed procesem tłumaczenia.
  3. Tłumaczymy i ewentualnie uzupełniamy przygotowane wcześniej bazy lub inne pomoce w trakcie pracy.
  4. Sprawdzamy całość serią testów technicznych.


Nie mogłem znaleźć na szybko tekstu książki, więc napisałem przykładowy rozdział o przygodach kociego detektywa w postindustrialnym świecie fantasy i czarnej kawy.

***

Jerome był wkurzony. Cholerna roleta znowu spadła, targana przeciągiem, a słońce nie czekało ani chwili, by wściekle zaatakować oczy. Biurko detektywa dość znacząco pokryło się kurzem, podświetlonym wpadającym światłem, a jakby tego było mało w tej samej sekundzie do gabinetu wtargnął – bo tylko tak można to określić – Bogato Reninato, szef Departamentu Prekognicji i Trafnych Przypuszczeń, uśmiechnięty od ucha do ucha.

- Ha! Znowu cię mają – zarechotał intruz.

- Kto? – Jereme wyprostował się w fotelu.

- Nie czytałeś gazet? – zdziwił się Reninato. – Jesteś na pierwszej stronie! – ryknął podekscytowany.

Jerome syknął w myślach i szybko zakręcił korbą gazetomatu. Poczuł, że futro na jego grzbiecie mimowolnie się stroszy. Jak na kociego detektywa przystało, starał się być opanowany. Biurko miał zawsze wylizane, a miskę dyskretnie schowaną. Gazetomat lśnił metalicznym połyskiem kół zębatych i rolek owiniętych nieco pożółkłym papierem.

Urządzenie burknęło, zapiszczało, a po chwili wypluło kartkę papieru, na której grzmiało crescendo nagłówka:

CZY DETEKTYW JEROME TUSZOWAŁ SPRAWĘ FAŁSZERZY MLEKA?

Bogato Reninato spojrzał na Jerome’a przenikliwie. W przeciwieństwie do swojego młodszego kolegi nie tłumił swojej kociej natury, więc tylko prychnął z zadowoleniem i wyszedł z gabinetu, zaskakująco zgrabnie przeskakując walającą się na podłodze roletę.

Jerome ze zdegustowaniem spojrzał na niezamknięte drzwi, po czym wstał, założył kapeluk oraz prochowiec i wyszedł.

 

***

 

Jerome był wkurzony. Jak każdy detektyw, poruszał się głównie ciemnymi zaułkami, a czerń i biel zaułków niemal natychmiastowo sprawiały, że czuł potrzebę bycia narratorem noir w myślach. 

 

Byłem wkurzony. To był jeden z tych dni. Nie wiem, co tym razem wygrzebali ze swoich gryzipiórkowych łap bez pazurów, ale wiem, kto odpowie mi na wszystkie pytania. Jappa. 

 

Koci detektyw przemykał sprawnie w stronę wysokiego budynku na końcu Alei Pustych Pudeł. Przy Alei swoją siedzibę miały wszystkie kocie stowarzyszenia miejskie oraz – zupełnie przypadkowo – Cech Zegarmistrzów. Szyld na budynku Cechu dumnie głosił zaproszenie dla wszystkich ras i gatunków, a wszystkich gości witał uśmiechający się tęczowy jednorożec z zegarkiem. Jerome kątem oka dostrzegł gwiazdkę za słowem „wszystkich” i przypis o konieczności bycia krasnoludem.

 

Koty i krasnoludy tolerowały swoją obecność całkiem dobrze. Dużo gorzej było z wilkołakami. Powszechnie wiadomo było, że są najgorszymi sąsiadami. Przynajmniej w trakcie pełni.

 

Jappa zobaczyła detektywa z okna i w pośpiechu zaczęła pakować swoją torebkę. Kocie redaktorki były w stanie spakować torebkę w mgnieniu oka. Mimo to, Jerome był już tuż nad jej biurkiem, strosząc wąsy i wściekle mrużąc oczy.

- Wiem, że jesteś wkurzony – pisnęła cicho. – Mleka?

- Nie chcę żadnego mle… jakie masz? – mruknął Jerome.

- Nie wiem, zimne. – odparła Jappa.

 

Koci detektyw zawahał się. Za oknem przelatywał właśnie parolot, fukając i dzwoniąc wielkimi łopatami. Przesłonił widok, sprawiając, że całe pomieszczenie spowił na chwilę mrok, budząc do życia kontrastową czerń i biel.

Byłem w siedzibie Dairy Planet, najpoczytniejszej gazety tego slumsu, które nazywamy miastem. Jappa nie napisała tego artykułu. Był podpisany inicjałem AHD. Tylko ona mogła mi powiedzieć, kto w redakcji jest na tyle perfidny, by wyrabiać wierszówkę, pisząc takie paszkwile. 

 

- Wiem, kogo szukasz – westchnęła ciężko Jappa – ale nie mogę ci pomóc. Ten artykuł przyszedł z zewnątrz, a zatwierdził go osobiście naczelny. Nie wiem, kim jest AHD.

 

Jerome ruszył prężnym krokiem w kierunku gabinetu naczelnego. Bardzo powstrzymywał się, by nie użyć czterech łap.

 

***

 

No dobra, tyle tekstu wystarczy. Wyobraźmy teraz sobie, że jakiś pechowy tłumacz otrzymuje zlecenie tłumaczenia takiego tekstu (można też wyobrazić sobie, że tekst jest dłuższy). Czynię tu proste założenie, że tekst dostaniemy w odpowiedniej postaci, bez potrzeby konwersji, przygotowania. Ot, idealny świat i łatwo edytowalny tekst.

 

Otwierając go w SDL Trados Studio, zobaczymy tekst posegmentowany automatycznymi regułami dla danego języka. W naszym przypadku najważniejsze będą podziały wierszy i zdań. Sposobem segmentacji możemy łatwo sterować i mieć np. segmenty w postaci całych akapitów, jeśli komuś tak wygodniej. Domyślnie dokument ukaże się w takiej postaci:

 

Teraz przyjrzyjmy się, co mówiły osoby, które miały styczność i z CAT-ami, i z tłumaczeniami literackimi. Do czego może przydać się CAT? Oto lista:

  • Utrzymanie spójności tekstu.
  • Tworzenie bazy nazw własnych.
  • Pewność niepominięcia żadnego zdania.
  • Spójne i szybkie zmiany (np. nazwy terminu) w już przetłumaczonym tekście.
  • Szybkie sprawdzanie już przetłumaczonych fragmentów (konkordancja).
  • Wygoda pracy z oryginałem po lewej i tłumaczeniem po prawej.
  • Dodatkowa kopia zapasowa.
  • Precyzyjne śledzenie postępów.
  • Ułatwienie dyscypliny pracy.
  • Szybsze pisanie.
  • Pretranslacja MT.
  • Korzystanie z regeksów.

Spróbujmy zasymulować kilka z nich.

 

Edytor 

Cała nasza praca odbędzie się oczywiście w edytorze i już po wprowadzeniu pierwszego segmentu zobaczymy, że narzędzie zapamiętało tłumaczenie, a kolejne wystąpienie automatycznie uzupełniło wcześniejszym tłumaczeniem.

 

W przekładzie literackim spójność segmentów niekoniecznie stanowi zaletę. W naszym przykładzie ma sens, bo stanowi swoiste hasło wprowadzające dany fragment tekstu. Dlatego zachowanie spójności między segmentem 1 i 23 będzie tutaj wskazane. Moglibyśmy zmodyfikować każde kolejne wystąpienie tego samego zdania i przygotować alternatywną wersję tłumaczenia. Trzeba pamiętać, by w tej kwestii działać świadomie. 

Będą mieć dla nas znaczenie dwa okna z ustawieniami (FileOptions w Studio):



Tu decydujemy, czy kolejne wystąpienia (powtórzenia) w tekście będą automatycznie uzupełniane i czy ma to dotyczyć już zatwierdzonych segmentów. Jak widać, domyślnie program będzie sprawdzać dokument od góry do dołu i pominie już segmenty, które zatwierdziliśmy. Nie ryzykujemy więc, że automat nadpisze nam tłumaczenia, które celowo wprowadziliśmy w różnym brzmieniu.

 

 

 

To okno pokazuje domyślne ustawienia weryfikacji programu (uruchamianej skrótem klawiaturowym F8). Sprawdzanie niespójności jest domyślnie wyłączone. Jeśli więc chcemy na koniec wykonać taki test naszego dokumentu, należy włączyć opcję „Check for inconsistent Translations”.

 

Teraz moglibyśmy tłumaczyć dalej, ale załóżmy, że najpierw przeczytaliśmy cały tekst w oryginale. Niespecjalnie mogę sobie wyobrazić tłumaczenie literatury fragment po fragmencie, bez upewnienia się, że bohater, którego braliśmy za skrzata, okazuje się koszykarzem-wikingiem. A przecież taka informacja może pojawić się na ostatniej stronie, nie burząc jednocześnie niczego z wcześniejszych opisów. Przynajmniej w oryginale.

 

Spróbujmy więc na naszym przykładzie odnotować kilka cech bohaterów, które wynikają wprost z tekstu:

  • Jerome – kot detektyw, ukrywa kocią naturę, nosi kapeluk i prochowiec, zawsze pyta o wszystko Jappę. Pracuje z Bogato Reninato.
  • Bogato Reninato – kot, pracuje z Jerome, jest szefem Departamentu Prekognicji i Trafnych Przypuszczeń, bywa złośliwy. 
  • Jappa – kocia dziennikarka, zna Jerome, ma torebkę, znajoma Jerome’a

 

Oprócz tego pojawiają się terminy, których znaczenia nie znamy, ale możemy się domyślać:

  • gazetomat -  urządzenie drukujące na bieżąco strony z gazet
  • kapeluk – brak przypisu, tu możemy ustalić, że dopytaliśmy autora/wydawnictwa, czy nie jest to literówka i otrzymaliśmy informację, że kapeluk to w kocim świecie kapelusz, spod którego można swobodnie spoglądać bez wychodzenia z trybu incognito
  • parolot – pojazd latający o napędzie parowym.

Miejsca:

  • Biuro detektywistyczne. Jest w nim Departament Prekognicji i Trafnych Przypuszczeń. Prawdopodobnie również inne Departamenty.
  • Dairy Planet. Siedziba gazety. Mieści się przy Alei Pustych Pudeł.
  • Cech Zegarmistrzów. Mieście się przy Alei Pustych Pudeł. Siedziba cechu zegarmistrzów. Miejsce wyłącznie dla krasnoludów (choć oficjalnie nie).

 

Więcej niż słownik

Na podstawie powyższego chcemy wiec przygotować zasoby, które będą nam ułatwiały tłumaczenie i zachowanie spójności z tym, co dzieje się w tekście. 

Przykładowy wpis do słownika można dodać tak:

 


Warto też przestawić nieco okna i poprawić widoczność pól opisowych naszego pseudosłownika. Będzie nam potrzebne więcej informacji niż zwykle. Można to zrobić np. tak:

 

Ten widok od razu pokazuje nam kontekst dla terminów i fraz wykrytych w danym segmencie.

Tłumaczymy dalej, Studio podpowiada nam frazy i terminy w trakcie pisania. Terminy mogą być również powiązane z innymi wpisami ze słownika (tzw. odwołania krzyżowe):

 

 

W kolejnym segmencie znajdujemy literówkę w źródle, która powoduje, że imię bohatera nie jest odnajdowane w naszym słowniku:

 

 

Poprawiamy źródło (uaktywniając wpierw taką możliwość w ustawieniach projektu):

 


W tym momencie Studio rozpozna już kociego detektywa:

 

 

 

Kolejne fragmenty ujawniają coraz więcej terminów, które podpowie nam nasza ściągawka:

 

 

Jednocześnie sama edycja znacznie przyspiesza, gdy termin ze słownika proponowany jest już po wpisaniu jednej litery. Pomocne szczególnie przy trudnych do zapisania wymyślonych nazwach nieistniejących przedmiotów i miejsc.

 

 

Last but not least – książki i teksty miewają przypisy, które łatwo przeoczyć, zgubić. W przypadku tłumaczenia tekstu w Studio przypis będzie znaczkiem, który wyraźnie zaznaczy swoją obecność w edytorze. Zachowując go w tłumaczeniu po prawej stronie (wystarczy nacisnąć Ctrl i przecinek lub po prostu skopiować go ze źródła), będziemy mieć pewność, że pojawi się w finalnym dokumencie.

 

 

 

A tak prezentuje się dokument (no dobrze, jego początek) po moim pobieżnym tłumaczeniu. Wymiar językowy proszę potraktować z wyrozumiałością – nie jestem tłumaczem literackim. Udało nam się jednak przygotować materiały i wykorzystać je w trakcie pracy, co sprawiło, że tekst stanowi całość.


 
Dwa istotne komentarze Marka Pawelca: 

  • W literackich *zawsze* wyłączam autopropagację. Zdarzają się cytaty z wcześniejszych części tekstu, ale muszę je wstawiać świadomie, a większym problemem są krótkie segmenty typu „he said”.
  • A w ramach ustawień to jeszcze podnoszę próg wstawiania fuzzy do 86%, żeby się nie trudzić z bezsensownymi wstawkami (w technicznych ściągam na 50%). Ale te wartości nie mają żadnego przełożenia na Studio, tam dopasowanie działa inaczej.



Dziękując wszystkim osobom, które wniosły swoje pomysły i zainspirowały ten artykuł, sygnalizuję jedynie, że to tylko przedsmak tematu związanego z zastosowaniem CAT-ów w przekładzie literackim. Polecam jednocześnie przewodnik opracowany przez Marka Pawelca, który na co dzień porusza się w tym temacie i wie o nim znacznie więcej niż ja. Link wkrótce.

 
- Agenor Hofmann-Delbor

 

Localize.pl korzysta z plików cookie, dzięki którym strona może utrzymywać stan zalogowania, zawartość koszyka sklepowego oraz informacje pomocnicze. Prosimy o zapoznanie się z naszą Polityką Prywatności, a w szczególności z rozdziałem o plikach cookie. W każdym momencie możesz zmienić ustawienia zapisywania plików cookie.
Zamknij
pixel