Tłumaczenia maszynowe: czy to bezpieczne?

MT a ochrona treści w tłumaczeniu

Używanie tłumaczeń maszynowych stało się powszechne.  Sprawdzając w Internecie na przykład jak wymienić kółka w zmywarce, natrafiamy na stronę z pasującymi obrazkami i opisem w nieznanym języku, i szybciutko przepuszczamy treść przez Google Translate. Szukając idealnego noża na swojskim Allegro, natrafiamy nieraz na opis, który najprawdopodobniej jest przełożony automatem z chińskiego.

MT trafia też coraz częściej do naszej pracy, co rodzi pytanie: czy to bezpieczne? Dokąd tak naprawdę pójdzie materiał, który „wrzucam do maszyny”? Co jeśli zawiera dane osobowe czy na przykład informacje medyczne o pacjentach? A co z prawami intelektualnymi do tego materiału i do tłumaczenia? Czy zleceniodawca może mi zabronić używania MT? Albo odwrotnie: czy może mnie do tego zmusić?

Z punktu widzenia tłumacza sytuacja jest formalnie najprostsza, kiedy zleceniodawca sam dostarcza MT. Może ono mieć postać segmentów podtłumaczonych maszynowo (nie mylić z podstawieniami z pamięci! – na szczęście CAT-y pozwalają to odróżnić). Może też być usługą dostępną na żywo (online), generującą podpowiedzi maszynowe w trakcie pracy. Praca z takimi segmentami nie różni się szczególnie od poprawiania podpowiedzi przybliżonych (fuzzy), ale w branży dorobiła się własnej nazwy: postedycja. Nie omawiając teraz różnych aspektów tej pracy, przyjmijmy: zleceniodawca dostarcza – zleceniodawca odpowiada za bezpieczeństwo wybranego rozwiązania maszynowego (co zapewne reguluje z kolei jego umowa z dostawcą MT).

Na drugim biegunie znajdują się klienci, którzy z góry zastrzegają sobie w umowie z tłumaczem (lub w warunkach zlecenia): żadnego MT. Czasem jest to rozsądna i przemyślana decyzja, czasem wynik obaw i uprzedzeń, tak czy siak – przyjmując zlecenie, należy przyjąć i ten warunek. Traktując go poważnie, nie kopiujemy segmentów i nie wrzucamy w Google Translatora. Ani w DeepL. Nawet po kawałku. Nawet na kwadrans przed terminem. Nawet w nocy po trzeciej kawie.

Cała reszta zleceń to strefa, w której użycie MT nie jest ani wymuszone, ani zabronione, a decyzja – i odpowiedzialność – należy do tłumacza. Kiedy już prawie podjęliśmy decyzję o skorzystaniu z maszyny, kiedy opłaciliśmy dostęp do którejś z popularnych opcji, a kursor myszy zawisł nad przyciskiem „tak, zrób to” niczym jastrząb nad ofiarą… pojawia się niespotykana u jastrzębi wątpliwość: „a co się dzieje z tekstami, które maszyna przetłumaczy?”.

Amerykańskie Google Translate informuje użytkownika wprost: wszystko, co wrzucasz do naszego MT (i wszystko, co przetłumaczymy), zostaje u nas na wieki. Inaczej stawiają sprawę europejscy dostawcy MT, tacy jak DeepL czy SDL Language Cloud: zapewniają użytkownika, że nie będą przechowywać ani wykorzystywać ani tekstów źródłowych, ani tłumaczeń. Korzystając z dowolnej usługi tłumaczeń maszynowych (czy to na stronie internetowej, czy poprzez wtyczkę do narzędzia CAT), warto najpierw sprawdzić zasady przechowywania i wykorzystania tego, co będziemy przez daną maszynę tłumaczyć, a potem przemyśleć, jak te zasady pasują do konkretnego zlecenia: dokumentacji technicznej czołgu, katalogu bielizny męskiej, dokumentacji medycznej pacjentów, interfejsu do rezerwowania jachtów pełnomorskich i tak dalej.

Warto wziąć pod uwagę, że z MT już od kilku lat korzystają z powodzeniem duże firmy z branży tłumaczeniowej w Polsce. Owe biura, pionierzy nowej technologii, raczej nie obnosiły się z tym, że używają MT –  między innymi dlatego, że technologia była droga, a jej dostępność ograniczona; także dlatego, że podpowiedzi maszynowe często stanowiły surowiec do dalszej obróbki (postedycji), a produkt wynikowy musiał spełniać takie same wymogi jak tłumaczenie profesjonalne bez MT.

Do publicznej wiadomości (i świadomości) przedostają się fragmentaryczne informacje, bazujące często na uprzedzeniach („maszyny zastąpią tłumaczy, koniec jest bliski!”) oraz na kiepskiej jakości uzyskiwanej przy zabawach z darmowym Google Translate czy Microsoft Bing Translator. Warto przy tej okazji wspomnieć, że darmowe rozwiązania oferują często gorszą jakość niż ich płatne odpowiedniki.

Wraz z postępem technologicznym nastąpiła popularyzacja tłumaczenia maszynowego i poprawiła się znacząco jego dostępność oraz jakość. Teraz praktycznie każde narzędzie CAT umożliwia skorzystanie z kliku dostępnych na rynku rozwiązań MT. Tłumaczenia maszynowego nie należy się bać. Zdecydowanie nadszedł czas na zapoznanie się z tą technologią i szukanie dla niej miejsca w naszych zasobach językowych.

Więcej o zasadach przechowywania treści przez różnych dostawców MT opowiemy na szkoleniu „Tłumaczenie maszynowe w praktyce” (w formie webinaru 14 czerwca lub stacjonarnie 21 czerwca). Omawiamy na nim też jak właściwie powstaje tłumaczenie maszynowe (w tym Neural MT – nowa jakość w dziedzinie… jakości), jakie są praktyczne zalecenia dla postedytorów i jak można korzystać z MT w popularnych narzędziach CAT.

Email marketing templates powered by FreshMail.com
 

Chcesz być na bieżąco? Subskrybuj nasz newletter!

Email marketing templates powered by FreshMail.com
 

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

Email marketing templates powered by FreshMail.com